Poranek Adasia

1. 2013 – początek działalności Le Vernis
Początek działalności Le Vernis / Le Vernis start up business
15/01/2013
So Light bardotka – So Light balconette bra – nowość / new product
06/12/2016

Poranek Adasia

Poranek Adasia

Poranek Adasia

Dzwonek domofonu zadzwonił tak, jakby Dzwon Zygmunta założył się o flaszkę z Big Benem, który z nich szybciej rozwali mi głowę. Próbowałem otworzyć lewą powiekę, ale skutek był taki sam, jakbym chciał otworzyć prawą – to znaczy konkretnie go nie było. Usłyszałem natomiast, jak Ewa zrywa się z łóżka i pospiesznie narzucając szlafrok podbiega do drzwi. Mimo, iż poruszała się boso po grubym, włochatym dywanie, wydawało mi się, że przez sypialnię przebiega stado spłoszonych koni. Po chwili usłyszałem krótką wymianę grzecznościowych zdań i stado koni powróciło szeleszcząc niemiłosiernie. Zapewne byłoby mi łatwiej to wszystko znieść, gdybym po upojnie spędzonym z nią wieczorze nie pokusił się o oglądanie tego durnego meczu, przy którym opróżniłem pół litra whisky. Sam się sobie dziwię, jak mogłem zrezygnować z trzeciego razu z Ewą na rzecz tego meczu, ale cóż – tego już nie wrócimy.

Szelest nie ustępował. Na domiar złego z daleka usłyszałem, jak zbliża się do mnie Belzi. Belzi, czyli kot Ewy, a tak konkretnie kotka. To imię jest oczywiście dziełem przypadku. Kiedy Ewa przytargała Bóg wie skąd to nieszczęsne stworzenie, wyglądało ono jak małe wcielenie diabła. Czarne, ze zmierzwioną sierścią i wielkimi oczami wyglądało jak Behemot z „Mistrza i Małgorzaty”.
– Boże… to istny Belzebub – wymamrotała Monika, jedna z najbliższych psiapsiółek Ewy. I tak kot został Belzebubem. Po kilku dniach okazało się jednak, że Belzebub nie jest kotem tylko kotką… Trzeba ją było zatem przechrzcić i tak z Belzebuba powstała Belzi.

W tym momencie kotka zbliżała się do mnie leniwym krokiem, a po chwili poczułem, jak przykleja się do moich pleców. Zastanawiałem się, kiedy eksploduje mi głowa. O powrocie do snu nie było mowy. Szczęśliwym trafem powieki odkleiły mi się od oczu w momencie, kiedy Ewa wyjęła z opakowania nową bieliznę Le Vernis. Po tym, co zobaczyłem, zapomniałem o bólu głowy. Bielizna, jaką dostarczył jej w przesyłce kurier, była zjawiskowa. Jej biodra opasywały kuszące, czarne stringi, a na piersiach leżał jak ulał zmysłowy stanik, czy jak Wy tam to nazywacie. Ważne było to, że prześwitywał…

Nawet nie wiem kiedy wstałem i zacząłem się jej przyglądać. Wyglądała fantastycznie.

– No, i jak? – zapytała frywolnie.
– Dla mnie bomba! – odpowiedziałem bez zastanowienia, a po chwili dodałem:
– W tym opakowaniu wyglądasz lepiej niż bez! – w moim mniemaniu miał to być oczywiście komplement, jednak zanim zdążyłem się zastanowić, co powiedziałem, dostałem w pysk!